z Johnem i jego synkiem Loganem
| Od Magnolia |
z Helen i Scottem
| Od Magnolia |
z rodzina Robinson
| Od Magnolia |
Z Magnolii pojechalismy do parku narodowego Big Bend. Jest on ustanowiony przy granicy z Meksykiem w miejscu gdzie rzeka Rio Grande robi dosc ostry zakret na polnoc a nastepnie znowu plynie na poludniowy wschod. Sa tam piekne kaniony w jednym z ktorych mialam poczatkowo ochote na rafting ale po przygodach z Ozark odpuscilismy to sobie. Ale nic sie nie stalo bo przynajmniej mielismy czas na zwiedzanie tego ogromnego parku. Wiekszosc terenu jest tam pustynna ale w centralnej czesci parku sa gory pochodzenia wulkanicznego. Lapia one wiecej chmur deszczowych i jadac pod gore gwaltownie mozna obserwowac zmiane roslinnosci. W ogole jezdzac po parku wysokosc nad poziomem morza waha sie od 0 do paru tysiecy metrow. Podobnie a nawet jeszcze bardziej ekstremalnie bylo w Dolinie Smierci ale do tego dojdziemy. Ogolnie Big Bend to piekne wysokie kaniony, malownicza rzeka, Meksykanie siedzacy po swojej stronie probujacy sprzedac swoje rekodzielo turystom, pustynia i gory, jaszczurki i gorace zrodla.
| Od Big Bend National Park |
| Od Big Bend National Park |
| Od Big Bend National Park |
| Od Big Bend National Park |
kanion Swietej Heleny (najwyzszy w parku)
| Od Big Bend National Park |
| Od Big Bend National Park |
| Od Big Bend National Park |
| Od Big Bend National Park |
(wiecej zdjec wkrotce - mozna tez zobaczyc na http://picasaweb.google.com/dobrochna.panka)
Stamtad pojechalismy na polnocny-zachod przez El Paso na granicy a potem bardziej na polnoc do Wielkiego Kanionu. Przejechalismy przez 3/4 stanu Nowy Meksyk zanim skrecilismy na zachod do Arizony. Ten etap podrozy zajal nam 2 dni i byl najdluzszym gdzie nie zatrzymywalismy sie przy zadnych atrakcjach po drodze. Mielismy wrazenie ze musimy sie spieszyc zeby zdazyc do Oregonu zwlaszcza ze kupione juz byly bilety krajowe do Bostonu a po zostaly jeszcze te najciekawsze miejsca do zobaczenia.
Wielki Kanion jest na prawde wielki. Zeby zobaczyc rzeke Kolorado trzeba by zejsc na polowe glebokosci czego nie zrobilismy ale ja zeszlam na glebokosc ok 600 m, a w tym miejscu kanion ma jakies 2,5 km glebokosci. Czyli nic takiego. Ale dzieki temu mozna zobaczyc widoki jakich nie ma znad krawedzi. Szlaki sa dobrze przygotowane i nie tak strasznie waskie. Wydaje mi sie ze najczesciej ok 2 m szerokosci. Nie ma jednak zadnych barierek a caly czas praktycznie idzie sie nad urwiskiem. Ktos bardziej wrazliwy moze miec problem. Sporo ludzi jednak schodzilo. latwiej oczywiscie sie schodzi niz wchodzi ale nie jest to nic ponad sily. Mozna zejsc az do rzeki ale wtedy trzeba zostac na noc na kempingu bo to jest zbyt duzy wysilek jak na jeden dzien. Roznie bywa w zaleznosci od szlaku ale droga w dol to za zwyczaj ok 6 godzin a w gore 9. Bylismy nad poludniowa krawedzia, ktora jest bardziej popularna ze wzgledu na latwy dojazd od turystycznego miasta Flagstaff w Arizonie. Polnocna krawedz tez jest dostepna ale mniej rozbudowana a dojazd od poludnia tak jak my jechalismy zajal by nam o kilka godzin wiecej. Wielki Kanion jest naprawde piekny i jedyny w swoim rodzaju dlatego warto go zobaczyc. Nie ma tam jednak wielu atrakcji przyrodniczych takich jak zroznicowane szlaki (no jedynie w glab kanionu). Ten park narodowy byl pierwszym bardzo skomercjalizowanym ktory odwiedzilismy. Jest naprawde popularny co przeklada sie na to ze np. za kemping nie placilismy przy uzyciu koperty wrzucanej do budki jak za zwyczaj, ale tu mieli w okienka z pelnym personelem i mozliwosc platnosci karta kredytowa. Po centralnej czesci parku kursuje darmowy autobus dzieki czemu nie trzeba sie martwic o miejsce parkingowe a park zmniejsza natezenie ruchu. jest kilka sklepow z pamiatkami, restauracja i inne udogodnienia. W duzych parkach takich jak Big Bend czy Yosemite sa tez stacje benzynowe bo dystanse sa duze a czesto zwiedza sie samochodem. Tu tez warto wytlumaczyc wlasnie jak zwiedza sie parki w Stanach. Sa one czesto duze a atrakcje przyrodnicze znajduja sie w rozych miejscach. Nie sa to dystanse na piesze wycieczki wiec wsiada sie w samochod i dojezdza do punktow zainteresowan. Drogi prowadza w wiele miejsc nie jest to jednak gesta siec. Wystarczajaca jednak zeby zobaczyc wiekszosc polecanych atrakcji. Dlatego wiekszosc turystow najczesciej wybiera sie na krotkie szlaki tam gdzie droga juz nie prowadzi. Nawet w mniejszych parkach jak ten w Maryland w ktorym bylismy ludzie podjezdzaja i wybieraja sie na krotkie wycieczki. Nasza trasa na 6,5 h bardzo zadziwila rangera bo to raczej niespotykane. Co jest fajne to to ze mozna zejsc ze szlaku i chodzic sobie gdzie sie chce. Co prawda w wielu parkach, zeby moc sobie pojsc w dzicz na kilka dni w tereny gdzie nie ma ludzi w ogole to trzeba miec na to pozwolenie ale zdobycie takiego pozwolenia to nie jest problem i to nawet bezpieczniej dla samego podroznika.
Z kanionu pojechalismy do Las Vegas. Ktos wymyslil to miasto na pustyni i to rzeczywiscie dziala. Atmosfera ciaglej imprezy. Kasyna przescigaja sie w tym ktore jest bardziej blyszczace i ktore bardziej zadziwi. Jedno ma ogromna fontanne ktora w rytm muzyki wystrzeliwuje podswietlane struminenie wody. Inne ma zywe lwy na wybiegu. Jeszcze inne ma w srodku kanaly jak w Wenecji, gondole i iluzje blekitnego nieba. I tak dalej; to wszystko oczywiscie po to aby zachecic ludzi do odwiedzenia ich i wydania pieniedzy. Kasyna sa wszechobecne i to nie tylko te duze i wystawne, nawet stacje benzynowe maja automaty. Jest to jednak meczace miasto ktore na prawde nigdy nie zasypia. Zeby sie dobrze bawic nie trzeba duzych pieniedzy bo noclegi i posilki sa czesto w promocyjnych cenach.
Stamtad pojechalismy do Doliny Smierci. To park narodowy gdzie najnizszy punkt polozony jest 86 m pod poziomem morza a najwyzszy 4,4 km nad. Jest to jedno z najgoretszych miejsc na ziemi, temperatury na dnie doliny latem siegaja 50 st. C. dno doliny pokrywaja solne pola a gdzieniegdzie zasilane zrodlami rozlewaja sie slone jeziorka. Zyja tam dosc spezyficzne krzewy i podobno w jedny miejscu nawet slonowodne slimaki gatunku spotykanego tylko w tej Dolinie. Warunki sa tam ekstremalne ale jednoczesnie jest to niesamowite miejsce. Sa tam glebokie kaniony, wysokie gory, wydmy piaskowe, pola pokryte krysztalami soli, kolorowe skaly (kolory powstaja w wyniku utleniania roznych mineralow zawartych w skalach), kaktusy i roznorodne ptaki. To jednak pustynia i bylo strasznie goraco ale bylo bardzo ciekawie.
Stamtad pojechalismy do parku narodowego Yosemite po drodze jednak mielismy przygode. Te parki polozone sa czesto na zroznicowanych wysokosciach i jazda po nich to wysilek dla silnika i hamulcow. W drodze z jednego parku do drugiego hamulce zaczely tak strasznie piszczec ze praktycznie nie dalo sie jechac. Poza tym podczas normalnej jazdy tez bylo slychac jakiesz szuranie i obcieranie w lewym kole. Spedzilismy noc w malym miasteczku po drodze a nastepnego dnia byla niedziela i postanowilismy pojechac do nieco wiekszego miasteczka bo w tym i tak nie dalo sie nic zalatwic. Mielismy jednak szczescie bo napotkalismy odpowiednie osoby w dobrym czasie. Kupilismy czesci i jakis mechanik-hobbysta z pochodzenia Meksykanin wymienil nam plytki hamulcowe i pojechalismy dalej bez straty dnia. Dojechalismy do Yosemite pod wieczor ale zanim dotarlismy do doliny w ktorej sa kempingy byla juz noc i padalo. Park polozony jest dosc wysoko w gorach i o tej porze roku snieg nie jest niczym nadzwyczajnym. Nas zlapal deszcz i zapadalo sie na to ze nasteonego dnia bedzie tak samo. Na szczescie jednak kolejny dzien byl piekny i udalo nam sie zobaczyc bardzo duzo. Jest to przepiekne miejsce gdzie dolina otoczona jest lasami i granitowymi monolitami. Dolem plynie rzeczka zasilana mnostwem strumieni ktore tworza przepiekne wodospady. Znajduja sie tam takze skupiska sekwoi (Sequoiadendron giganteum) zwanej rowniez mamutowcem olbrzymi. Jak sie okazuje nie jest to gatunek siegajacy najwyzej (najwysze sa Sequoia sempervirens ), nie sa to tez drzewa najstarsze na swiecie ani tez nie sa najgrubsze. Rekordy bija pod wzgledem ogolnej objetosci - z tego punktu widzenia sa to najwiesze zywe organizmy na swiecie.
Z Yosemite skierowalismy sie do San Francisco ktore bylo ostatnim przystankiem do zwiedzania przed Oregonem. Miasto nie powalilo nas urokiem chociaz byc moze nie dalismy mu takiej szansy na jaka zasluguje. Bylismy juz zmeczeni i ciezko bylo znalezc energie na zwiedzanie. Obejrzelismy mosty Bay Bridge i Goden Gate. Pojezdzilismy ulicami ktore nieraz wznosza sie lub opadaja pod katem chyba z 40 st. Poszlismy do Muzeum Walta Disneya co bylo dosc ciekawe (to byl na prawde pomyslowy facet). Wyjechalismy z miasta i po 2 dniach drogi dojechalismy do Corvallis w Oregonie gdzie mieszka moja niedawno odkryta rodzina. Podczas tej drogi i podczas pobytu w Oregonie spotkala nas wlasciwie po raz pierwszy naprawde nieladna pogoda. Praktycznie przez caly weekend padalo a szkoda bo o tej porze roku Oregon jest piekny. Liscie drzew przebarwiaja sie na mnostwo odcieni czerwieni, pomaranczy, brazu i zolci. Udalo nam sie nareszcie zaliczyc park wodny (chociaz zadaszony) bo czas naszej podrozy to dla parkow wodnych tam gdzie bylismy to juz po sezonie. W Corvallis sprzedalam tez samochod. Dobrze nam sluzyl, przejechalismy nim 7000 mil i pod koniec podrozy byl w zdecydowanie gorszym stanie niz na poczatku. Z hamulcami nie wszystko bylo tak jak powinno a i to nie byl najwiekszy problem. Jedno jest pewne - spelnil pokladane w nim nadzieje i w ostatecznym rozrachunku to najlepsza opcja transportu na ktora moglismy sobie pozwolic. Mamy dzieki temu samochodowi wiele wspanialych wspomnien i ciesze sie ze sie na niego zdecydowalismy.
Teraz jestesmy z powrotem w Bostonie. Jest 8 wieczorem i za 1,5 wylatujemy do Berlina. Wczoraj wieczorem wylecielismy z Portland do Bostonu i po nocy w samolocie spedzilismy dzien na zwiedzaniu. Jest to rzeczywiscie bardzo ladne miasto. Pelne studentow i rowniez piekne o tej porze roku. Specjalnie dla tego wspanialego pokazu kolorow lisci ludzie przyjezdzaja z innych rejonow kraju. Obejrzelismy Harvard, zostalismy oprowadzeni po MIT, odwiedzilismy muzeum MIT (bardzo ciekawe rzeczy za male pieniadze), ogrod botaniczny i ogolne downtown. Jestesmy zmeczeni po nieprzespanej nocy a tu czeka nas kolejna a potem jeszcze dojazd do Polski.
Cala podroz to bylo niesamowite doswiadczenie. Wspomnienia na cale zycie. Zrodlo obserwacji i inspiracja do przemyslen, sposob na poznanie swiata, siebie i ogolnie najbardziej niesamowita rzecz jaka do tej pory zrobilam w zyciu. Zawsze marzylam o podrozy przez Stany samochodem i udalo mi sie to. Jest jeszcze pewien niedosyt bo wielu rzeczy nie zobaczylismy, mielismy jednak malo czasu. Zrobimy liste rzeczy do odwiedzenia nastepnym razem :)