wtorek, 26 października 2010

od Teksasu do Oregonu i znowu Boston

Dawno nie pisalam a to juz koniec naszej podrozy. Od Dallas wydarzylo sie sporo rzeczy, odwiedzilismy mnostwo miejsc. Pojechalismy jeszcze na poludnie Teksasu do Magnolii w ktorej mieszkalam i chodzilam do liceum w 2003. Spedzilismy tam 4 noce z czego pierwsza na kempingu gdzies w okolicy bo bylo juz tak pozno ze nie dalo sie dostac do domu moich znajomych. Spedzilismy 3 dni glownie w towarzystwie Helen i jej rodziny. Odwiedzilam rodzine u ktorej mieszkalam, szkole gdzie sie uczylam, przyjaciol. Duzo sie zmienilo. Byl to bardzo wazny dla mnie punkt calej podrozy. Mimo ze w miedzy czasie nie utrzymywalam bliskiego czy ciaglego kontaku z wiekszoscia poznanych osob to jednak bedac w Stanach czulam duza potrzebe zeby tam pojechac.

z Johnem i jego synkiem Loganem
Od Magnolia


z Helen i Scottem
Od Magnolia


z rodzina Robinson
Od Magnolia


Z Magnolii pojechalismy do parku narodowego Big Bend. Jest on ustanowiony przy granicy z Meksykiem w miejscu gdzie rzeka Rio Grande robi dosc ostry zakret na polnoc a nastepnie znowu plynie na poludniowy wschod. Sa tam piekne kaniony w jednym z ktorych mialam poczatkowo ochote na rafting ale po przygodach z Ozark odpuscilismy to sobie. Ale nic sie nie stalo bo przynajmniej mielismy czas na zwiedzanie tego ogromnego parku. Wiekszosc terenu jest tam pustynna ale w centralnej czesci parku sa gory pochodzenia wulkanicznego. Lapia one wiecej chmur deszczowych i jadac pod gore gwaltownie mozna obserwowac zmiane roslinnosci. W ogole jezdzac po parku wysokosc nad poziomem morza waha sie od 0 do paru tysiecy metrow. Podobnie a nawet jeszcze bardziej ekstremalnie bylo w Dolinie Smierci ale do tego dojdziemy. Ogolnie Big Bend to piekne wysokie kaniony, malownicza rzeka, Meksykanie siedzacy po swojej stronie probujacy sprzedac swoje rekodzielo turystom, pustynia i gory, jaszczurki i gorace zrodla.

Od Big Bend National Park


Od Big Bend National Park


Od Big Bend National Park


Od Big Bend National Park


kanion Swietej Heleny (najwyzszy w parku)
Od Big Bend National Park


Od Big Bend National Park


Od Big Bend National Park


Od Big Bend National Park


(wiecej zdjec wkrotce - mozna tez zobaczyc na http://picasaweb.google.com/dobrochna.panka)
Stamtad pojechalismy na polnocny-zachod przez El Paso na granicy a potem bardziej na polnoc do Wielkiego Kanionu. Przejechalismy przez 3/4 stanu Nowy Meksyk zanim skrecilismy na zachod do Arizony. Ten etap podrozy zajal nam 2 dni i byl najdluzszym gdzie nie zatrzymywalismy sie przy zadnych atrakcjach po drodze. Mielismy wrazenie ze musimy sie spieszyc zeby zdazyc do Oregonu zwlaszcza ze kupione juz byly bilety krajowe do Bostonu a po zostaly jeszcze te najciekawsze miejsca do zobaczenia.

Wielki Kanion jest na prawde wielki. Zeby zobaczyc rzeke Kolorado trzeba by zejsc na polowe glebokosci czego nie zrobilismy ale ja zeszlam na glebokosc ok 600 m, a w tym miejscu kanion ma jakies 2,5 km glebokosci. Czyli nic takiego. Ale dzieki temu mozna zobaczyc widoki jakich nie ma znad krawedzi. Szlaki sa dobrze przygotowane i nie tak strasznie waskie. Wydaje mi sie ze najczesciej ok 2 m szerokosci. Nie ma jednak zadnych barierek a caly czas praktycznie idzie sie nad urwiskiem. Ktos bardziej wrazliwy moze miec problem. Sporo ludzi jednak schodzilo. latwiej oczywiscie sie schodzi niz wchodzi ale nie jest to nic ponad sily. Mozna zejsc az do rzeki ale wtedy trzeba zostac na noc na kempingu bo to jest zbyt duzy wysilek jak na jeden dzien. Roznie bywa w zaleznosci od szlaku ale droga w dol to za zwyczaj ok 6 godzin a w gore 9. Bylismy nad poludniowa krawedzia, ktora jest bardziej popularna ze wzgledu na latwy dojazd od turystycznego miasta Flagstaff w Arizonie. Polnocna krawedz tez jest dostepna ale mniej rozbudowana a dojazd od poludnia tak jak my jechalismy zajal by nam o kilka godzin wiecej. Wielki Kanion jest naprawde piekny i jedyny w swoim rodzaju dlatego warto go zobaczyc. Nie ma tam jednak wielu atrakcji przyrodniczych takich jak zroznicowane szlaki (no jedynie w glab kanionu). Ten park narodowy byl pierwszym bardzo skomercjalizowanym ktory odwiedzilismy. Jest naprawde popularny co przeklada sie na to ze np. za kemping nie placilismy przy uzyciu koperty wrzucanej do budki jak za zwyczaj, ale tu mieli w okienka z pelnym personelem i mozliwosc platnosci karta kredytowa. Po centralnej czesci parku kursuje darmowy autobus dzieki czemu nie trzeba sie martwic o miejsce parkingowe a park zmniejsza natezenie ruchu. jest kilka sklepow z pamiatkami, restauracja i inne udogodnienia. W duzych parkach takich jak Big Bend czy Yosemite sa tez stacje benzynowe bo dystanse sa duze a czesto zwiedza sie samochodem. Tu tez warto wytlumaczyc wlasnie jak zwiedza sie parki w Stanach. Sa one czesto duze a atrakcje przyrodnicze znajduja sie w rozych miejscach. Nie sa to dystanse na piesze wycieczki wiec wsiada sie w samochod i dojezdza do punktow zainteresowan. Drogi prowadza w wiele miejsc nie jest to jednak gesta siec. Wystarczajaca jednak zeby zobaczyc wiekszosc polecanych atrakcji. Dlatego wiekszosc turystow najczesciej wybiera sie na krotkie szlaki tam gdzie droga juz nie prowadzi. Nawet w mniejszych parkach jak ten w Maryland w ktorym bylismy ludzie podjezdzaja i wybieraja sie na krotkie wycieczki. Nasza trasa na 6,5 h bardzo zadziwila rangera bo to raczej niespotykane. Co jest fajne to to ze mozna zejsc ze szlaku i chodzic sobie gdzie sie chce. Co prawda w wielu parkach, zeby moc sobie pojsc w dzicz na kilka dni w tereny gdzie nie ma ludzi w ogole to trzeba miec na to pozwolenie ale zdobycie takiego pozwolenia to nie jest problem i to nawet bezpieczniej dla samego podroznika.

Z kanionu pojechalismy do Las Vegas. Ktos wymyslil to miasto na pustyni i to rzeczywiscie dziala. Atmosfera ciaglej imprezy. Kasyna przescigaja sie w tym ktore jest bardziej blyszczace i ktore bardziej zadziwi. Jedno ma ogromna fontanne ktora w rytm muzyki wystrzeliwuje podswietlane struminenie wody. Inne ma zywe lwy na wybiegu. Jeszcze inne ma w srodku kanaly jak w Wenecji, gondole i iluzje blekitnego nieba. I tak dalej; to wszystko oczywiscie po to aby zachecic ludzi do odwiedzenia ich i wydania pieniedzy. Kasyna sa wszechobecne i to nie tylko te duze i wystawne, nawet stacje benzynowe maja automaty. Jest to jednak meczace miasto ktore na prawde nigdy nie zasypia. Zeby sie dobrze bawic nie trzeba duzych pieniedzy bo noclegi i posilki sa czesto w promocyjnych cenach.

Stamtad pojechalismy do Doliny Smierci. To park narodowy gdzie najnizszy punkt polozony jest 86 m pod poziomem morza a najwyzszy 4,4 km nad. Jest to jedno z najgoretszych miejsc na ziemi, temperatury na dnie doliny latem siegaja 50 st. C. dno doliny pokrywaja solne pola a gdzieniegdzie zasilane zrodlami rozlewaja sie slone jeziorka. Zyja tam dosc spezyficzne krzewy i podobno w jedny miejscu nawet slonowodne slimaki gatunku spotykanego tylko w tej Dolinie. Warunki sa tam ekstremalne ale jednoczesnie jest to niesamowite miejsce. Sa tam glebokie kaniony, wysokie gory, wydmy piaskowe, pola pokryte krysztalami soli, kolorowe skaly (kolory powstaja w wyniku utleniania roznych mineralow zawartych w skalach), kaktusy i roznorodne ptaki. To jednak pustynia i bylo strasznie goraco ale bylo bardzo ciekawie.

Stamtad pojechalismy do parku narodowego Yosemite po drodze jednak mielismy przygode. Te parki polozone sa czesto na zroznicowanych wysokosciach i jazda po nich to wysilek dla silnika i hamulcow. W drodze z jednego parku do drugiego hamulce zaczely tak strasznie piszczec ze praktycznie nie dalo sie jechac. Poza tym podczas normalnej jazdy tez bylo slychac jakiesz szuranie i obcieranie w lewym kole. Spedzilismy noc w malym miasteczku po drodze a nastepnego dnia byla niedziela i postanowilismy pojechac do nieco wiekszego miasteczka bo w tym i tak nie dalo sie nic zalatwic. Mielismy jednak szczescie bo napotkalismy odpowiednie osoby w dobrym czasie. Kupilismy czesci i jakis mechanik-hobbysta z pochodzenia Meksykanin wymienil nam plytki hamulcowe i pojechalismy dalej bez straty dnia. Dojechalismy do Yosemite pod wieczor ale zanim dotarlismy do doliny w ktorej sa kempingy byla juz noc i padalo. Park polozony jest dosc wysoko w gorach i o tej porze roku snieg nie jest niczym nadzwyczajnym. Nas zlapal deszcz i zapadalo sie na to ze nasteonego dnia bedzie tak samo. Na szczescie jednak kolejny dzien byl piekny i udalo nam sie zobaczyc bardzo duzo. Jest to przepiekne miejsce gdzie dolina otoczona jest lasami i granitowymi monolitami. Dolem plynie rzeczka zasilana mnostwem strumieni ktore tworza przepiekne wodospady. Znajduja sie tam takze skupiska sekwoi (Sequoiadendron giganteum) zwanej rowniez mamutowcem olbrzymi. Jak sie okazuje nie jest to gatunek siegajacy najwyzej (najwysze sa Sequoia sempervirens ), nie sa to tez drzewa najstarsze na swiecie ani tez nie sa najgrubsze. Rekordy bija pod wzgledem ogolnej objetosci - z tego punktu widzenia sa to najwiesze zywe organizmy na swiecie.

Z Yosemite skierowalismy sie do San Francisco ktore bylo ostatnim przystankiem do zwiedzania przed Oregonem. Miasto nie powalilo nas urokiem chociaz byc moze nie dalismy mu takiej szansy na jaka zasluguje. Bylismy juz zmeczeni i ciezko bylo znalezc energie na zwiedzanie. Obejrzelismy mosty Bay Bridge i Goden Gate. Pojezdzilismy ulicami ktore nieraz wznosza sie lub opadaja pod katem chyba z 40 st. Poszlismy do Muzeum Walta Disneya co bylo dosc ciekawe (to byl na prawde pomyslowy facet). Wyjechalismy z miasta i po 2 dniach drogi dojechalismy do Corvallis w Oregonie gdzie mieszka moja niedawno odkryta rodzina. Podczas tej drogi i podczas pobytu w Oregonie spotkala nas wlasciwie po raz pierwszy naprawde nieladna pogoda. Praktycznie przez caly weekend padalo a szkoda bo o tej porze roku Oregon jest piekny. Liscie drzew przebarwiaja sie na mnostwo odcieni czerwieni, pomaranczy, brazu i zolci. Udalo nam sie nareszcie zaliczyc park wodny (chociaz zadaszony) bo czas naszej podrozy to dla parkow wodnych tam gdzie bylismy to juz po sezonie. W Corvallis sprzedalam tez samochod. Dobrze nam sluzyl, przejechalismy nim 7000 mil i pod koniec podrozy byl w zdecydowanie gorszym stanie niz na poczatku. Z hamulcami nie wszystko bylo tak jak powinno a i to nie byl najwiekszy problem. Jedno jest pewne - spelnil pokladane w nim nadzieje i w ostatecznym rozrachunku to najlepsza opcja transportu na ktora moglismy sobie pozwolic. Mamy dzieki temu samochodowi wiele wspanialych wspomnien i ciesze sie ze sie na niego zdecydowalismy.

Teraz jestesmy z powrotem w Bostonie. Jest 8 wieczorem i za 1,5 wylatujemy do Berlina. Wczoraj wieczorem wylecielismy z Portland do Bostonu i po nocy w samolocie spedzilismy dzien na zwiedzaniu. Jest to rzeczywiscie bardzo ladne miasto. Pelne studentow i rowniez piekne o tej porze roku. Specjalnie dla tego wspanialego pokazu kolorow lisci ludzie przyjezdzaja z innych rejonow kraju. Obejrzelismy Harvard, zostalismy oprowadzeni po MIT, odwiedzilismy muzeum MIT (bardzo ciekawe rzeczy za male pieniadze), ogrod botaniczny i ogolne downtown. Jestesmy zmeczeni po nieprzespanej nocy a tu czeka nas kolejna a potem jeszcze dojazd do Polski.

Cala podroz to bylo niesamowite doswiadczenie. Wspomnienia na cale zycie. Zrodlo obserwacji i inspiracja do przemyslen, sposob na poznanie swiata, siebie i ogolnie najbardziej niesamowita rzecz jaka do tej pory zrobilam w zyciu. Zawsze marzylam o podrozy przez Stany samochodem i udalo mi sie to. Jest jeszcze pewien niedosyt bo wielu rzeczy nie zobaczylismy, mielismy jednak malo czasu. Zrobimy liste rzeczy do odwiedzenia nastepnym razem :)

poniedziałek, 4 października 2010

Chicago, Missouri, Arkansas, Dallas

W Chicago spotkalismy sie ze znajomym Mateusza ze studiow i znajomymi mojej rodziny. Spedzilismy tam dwa dni na leniwym zwiedzaniu. Najciekawsze miejsce to bylo chyba Muzeum Nauki i Przemyslu gdzie maja bardzo interaktywne ekspozycje takie jak dojenie krowy na czas albo ladowanie samolotem. Maja tam tez wielkiego U-bota, samoloty, samochody i maszyny rolnicze. Generalnie bardzo przyjazne muzeum - mozna tam wszystkiego dotknac, wrecz eksponaty sa specjalnie tak robione zeby ich dotykac. Mozna dowiedziec sie jak w owalnym pomieszczeniu podrozuja fale dzwiekowe i dzieki temu slychac sie lepiej niz gdyby ktos mowil ci do ucha. Mielismy dosyc dinozaurow i zoo i to byl bardzo dobry wybor. Poza tym w Chicago zobaczylismy takie popularne turystyczne atrakcje jak "fasolka" - lustrzana rzezba w ksztalcie odwroconej fasolki, fontanny z wyswietlanymi twarzami, amfiteatr, fontanna Buckingham (ta z czolowki Bundych). Przejechalismy sie polska dzielnica, poznalismy kilku Polakow. Widac to na ulicach ze jest ich duzo. Smiejemy sie ze to dlatego Chicago ma kiepskie drogi (bo ma).

fontanna z wyswietlaczem:
Od Chicago


fasolka:
Od Chicago


Od Chicago


na ciagniku:
Od Chicago


Sears Tower - obecnie najwyzszy budynek w USA:
Od Chicago


Kopernik:
Od Chicago


i Kosciuszko:
Od Chicago



Stamtad pojechalismy na poludnie stanem Illinois do Missouri. W Illinois sie nie zatrzymywalismy ale tez nie bylo nic ciekawego - plasko i wielkie pola kukurydzy. Akurat byly zbiory to zobaczylismy kombajny w pracy.

Missouri to calkiem inny krajobraz. Niskie gory i wyzyny, wijace sie drogi (zreszta podobnie jak Arkansas do ktorego pojechalismy pozniej). Co chwile przecina sie jakas rzeczke z pieknymi widokami. Duzo tak jest lasow i strumyczkow. Plan byl taki zeby jechac do parku Ozark National Scenic Riverways na splyw kajakowy. Okazalo sie to jednak za daleko jak na jeden dzien i zatrzymalismy sie w parku stanowym Beaver Dam ale tam raczej nic nie ogladalismy bo park bybl maly a nam spieszylo sie do Ozark. W beaver Dam okazalo sie jednak ze nasz samochod potrzebuje reguralnych dostaw oleju (bo wyglada na to ze zuzyty juz jest sporo - oby tylko dojechal do Oregonu). W Ozark zamowilismy kanoe i zaplanowalismy sobie splyw na ok 7 godzin. Okolica naprawde piekna - rzeka spokna. Plynelismy wlasciwie dwiema rzekami z ktorych jedna jest doplywem drugiej. Wprawialam sie w wioslowaniu i sterowaniu i mimo ze teroie znalam to praktyka wymagala troche czau. jak sie jednak okazalo przecenilismy spokoj rzeki i wlasne mozliwosci i kanoe nam sie wywrocilo ... Bylo plytko ale stracilismy trampki, okulary i koszulke. Na zakrecie poplynelismy zbyt blisko przewroconego drzewa i uderzylismy tylem lodzi w to drzewo. Bylo troche stresu glownie ze wzgledu na to ze aparat tez wyladowal w wodzie. jak na razie prze kilka dni Mateusz probowal go naprawic bo sie podobno da, ale wyglada na to ze trzeba bedzie kupic nowy.

Od Ozark Scenic Riverways


Od Ozark Scenic Riverways


Od Ozark Scenic Riverways


Od Ozark Scenic Riverways


Od Ozark Scenic Riverways


Od Ozark Scenic Riverways


Z Ozark pojechalismy na poludnie do parku Blanchard Springs w ktorym sa jaskinie. Mozna do nich wejsc tylko z przewodnikiem w okreslonych godzinach. Wlasciwie tylko jedna trasa z 3 byla dla nas dostepna wiec na nia sie zdecydowalismy. Widzielismy dwie wielkie sale uformowane przez wode w skale wapiennej z typowymi formacjami (stalaktyty, stalagmity) ale mimo ze teoria znana to wyjatkowo piekna jest ta jaskinia. Sala dluga na ok 400 m, pieknie oswietlona lampami ukrtymi za formacjami skalnymi. Wyglada jak katedra. Widzielismy tez zrodlo ktore wybija z tej samej gory i ktore teraz jest w innym miejscu ale ktorego wody wyrzezbily te jaskinie.

Stamatad pojechalismy do Dallas juz w Texasie odwiedzic moja kolezanke z liceum. U niej jestesmy teraz i prawdopodobnie jutro wyjedziemy do Magnolii gdzie chodzialm do szkoly przez caly rok.

piątek, 24 września 2010

Catoctin Park, Pittsburgh i Columbus

Z Nowego Jorku pojechalismy do stanu Maryland po drodze kupujac namiot, spiwor i inne potrzebne rzeczy na kemping. Dojechalismy do Parku Catoctin Mouintain gdzie spedzilismy jeden caly dzien na chodzeniu po gorach. Wlasciwie nie sa to wysokie gory (ok. 500 m n.p.m.) ale jak na caly dzien marszu to bylo dosc wyczerpujace. Sa tam bardzo ciekawe skaly. Gory te naleza do pasma Catoctin ktore z kolei jest czescia Appalachow, ktore jak sie okazalo sa najstarszymi gorami nad poziomem morza na swiecie. Pasmo Catoctin utworzone jest glownie z metabazaltu, skaly pochodzenia wulkanicznego, ktorej warstwy zostaly wyniesione przez ruchy gorotworcze jednak przykryte byly one poczatkowo innymi skalami, ktore przez miliony lat podlegaly erozji. Skaly tworzace obecne gory Catoctin sa odporne na erozje i dlatego krajobraz jest dosc skalisty. Gdy chodzi sie po lesie cala powierzchnia ziemi usiana jest skalami. Gdzieniegdzie wyrastaja one nagle jakby spod ziemi. Na szczytach wzgorz odslaniaja sie bardzo stare skaly tworzac tam czesto glebokie rozpadliny. Mimo niewielkiego wzniesienia widoki byly piekne.

Stamtad mielismy zamiar jechac od razu do Columbus jednak po drodze stwierdzilismy ze to jest jednak dosc daleko i postanowilam skontaktowac sie z Andym - kolega z farmy Bartlett's ktory studiuje w Pittsburghu. Podczas wakacji on pracowal w centrum ogrodniczym ale bylismy dobrymi znajomymi. Bardzo chetnie udzielil nam gocsiny jednak nasz pobyt w tym miescie byl dosc krotki. Udalo nam sie odwiedzic browar umiejscowiony w dawnym kosciele i zoo. Po poludniu wyjechalismy do Columbus gdzie jestem w tej chwili. Zatrzymalismy sie u moich kolegow Brazylijczykow tez z Bartlett's. Przyjechali tutaj na uniwersytet na 3 miesiace. Chwilowo sie troche nudzimy ale przynajmniej mam czas zeby cos napisac.

Jutro bedziemy w Chicago.

Ale zdjec jeszcze tym razem nie zamieszczam. Pozniej :)

poniedziałek, 20 września 2010

przyjazd Mateusza, wyjazd, Hyannis i Nowy Jork

jak widzac po tytule duzo sie dzialo i glownie daltego nie mialam kiedy pisac. mateusz przyjechal 10 wrzesnia w piatek. Wyjechalam spotkac go w Hyannis i od razu zalatwic samochod. Biednego zmeczonego ciagalam po roznych miejscach ale trzymal sie niezle. Zaplanowalam ze kupie, zarejestruje i ubezpiecze samochod w jeden dzien co okazalo sie jak najbardziej do zrobienia. Powiedzmy ze kiedy decyzje o zakupie konkretnego modelu podjelam o 12 to o 4:30 juz plynelismy promem z powrotem. Inspekcje techniczna zostawilismy sobie na tuz przed wyjazdem bo juz bylismy zmeczeni co jak sie pozniej okazalo nie bylo do konca dobrym pomyslem. Na Nantucket tydzien minal nam bardzo szybko mimo ze ja musialam chodzic normalnie do pracy. Czas mijal nam na ogladaniu wyspy, imprezach pozegnalnych mi w pracy a Mateusz pomagal sasiadowi stawiac plot. Pozegnanie bylo ciezkie i pelne roznych emocji, pakowanie przyszlo mi z trudem ale sie z tym uporalam. Ostatni dzien byl jakis dziwny, bo dla mnie sprzeczny. Cieszylam sie ze juz koncze praktyke i ze cos nowego sie zaczyna, ale niepewnosc tego co gdzie i jak bedzie w tej podrozy sprawiala ze bezpieczenswo Nantucket bylo kuszace. Wiedzialam jednak ze trzeba sie wynosic juz z wyspy. Bedzie mi jej brakowalo.

Wyjechalismy w piatek 17 wrzesnia. Po poludniu bylismy w Hyannis i plan zakladal zabranie samochodu na szybkie badanie techniczne i wyjazd do Nowego Jorku. Niestety czego sprzedawca nie przewidzial samochod mial problem z przednim zawieszeniem. Dealer sprzedajac daje jednak gwarancje na to ze samochod przejdzie badania dlatego powiedzial ze zaplaci za naprawe i ponowne badanie. Niestety ze wzgledu na pozna godzine (bylo juz ok 5) wyszlo na to ze musimy zostac w miescie do soboty. Bardzo mi sie to nie podobalo ale alternatywa byla jazda bez badan z problemem ktory moze potencjalnie uniemozliwic jazde samochodem. Postanowilismy zanocowac w motelu ktory okazal sie byc bardzo przyjemny. Naprawa nas nic nie kosztowala i dostalam tez nowa porcje oleju i powietrza w opony. Czyli nie bylo tak zle jak mi sie poczatkowo wydawalo. Mateusz odkryl co to jest buffet czyli miejsce gdzie placisz niewielkie pieniadze i jesz ile mozesz. To mu sie bardzo spodobalo.

przy moim samochodziku:
Od NYC


w drodze:
Od NYC


Wyjechalismy do NY z dziennym opoznieniem i bylismy tam juz po zmroku. Poczatkowo planowalismy podjechac do jednego hostelu ktory znalezlismy w internecie ze ma miejsca wolne ale jak sie okazalo miejsca wolne w weekend na Manhattanie to rzecz nieistniejaca. Parkowanie tez stanowilo problem nawet w nocy. I o ile brzmi to jak szalony pomysl mimo zmeczenia postanowilismy spedzic noc na zwiedzaniu. Zobaczylismy strefe Zero (po WTC), przeszlismy sie po moscie brooklinskim, wall street, i widzielismy statue wolnosci z odleglosci 3 km. Szlismy glownie ulica Broadway i stwierdzamy ze moze w pewnych dzielnicach miasto nie zasypia ale tam gdzie bylismy ciezko bylo znalezc kawe o 3 nad ranem. Przespalismy sie 2,5 h w samochodzie i potem znowu zwiedzanie. Katedra Sw. Jana Bosko, Central Park, muzeum historii naturalnej, i znowu reszta Central Parku. Nie poszlismy na Empire State Building ze wzgledu na zmeczenie. To byl naprawde dluuugi dzien i powoli zapadal wieczor wiec postanowilismy wyjechac juz z miasta do New Jersey gdzie znalezlismy nocleg. Tutaj jestesmy teraz. Wychodzi na to ze zwiedzilismy Nowy Jork w jeden dzien :) Bylo bardzo fajnie choc meczaco ale po dlugim snie pamietam juz tylko ze bylo ciekawie.

Nowy Jork noca (widok na New Jersey):
Od NYC


widok z mostu Brooklyn na most Manhattan:
Od NYC


fontanna symbolizujaca harmonie i pokoj - glowna postac to Michal Archaniol (przed katedra Sw. Jana Bosko)
Od NYC


jedna z wielu wiewiorek w Central Parku:
Od NYC


rowniez Cetral Park:
Od NYC


sekwoja w Muzeum historii naturalnej:
Od NYC


pod koniec dlugiego dnia ciezko juz bylo o energie:
Od NYC


wielki wieloryb w sali organizmow morskich w Muzeum Histrii Naturalnej:
Od NYC



Teraz wybieramy sie do parku narodowego na zachod stad. Nazywa sie Catoctin Mountain park. Jest to juz teren polnocnych Appalachow wiec moze byc troszke gorzyscie co mi jak najbardziej odpowiada. Po drodze kupujemy namiot i inne niezbedne rzeczy.

Mateusz z pomoca Google okazuje sie swietnym GPSem a o internet nie jest ciezko bo teraz wszedzie jest Wi-fi.

Nastepne newsy pewnie z Chicago.

środa, 1 września 2010

samochodzik... ale inny

Jak to bywa w zyciu (chyba) prosto byc nie moze, wiec z samochodzika nici wyszly. Pod wplywem tego co powiedzial mi moj szef Dave swoim wszechwiedzacym tonem bylismy przekonani ze nie uda mi sie zarejestrowac ani ubezpieczyc samochodu bez amerykanskiego prawa jazdy, ktore moglam byla zrobic ale nie uwazalam tego za konieczne. ja sie zmartwilam bo mi sie plany psuja a Zenia sie zmartwil ze nie uda mu sie sprzedac samochodu na czas. Jak sie okazalo jego obawy calkiem nieuzasadnione byly. To byl piatek jak Dave swoja opinie wypowiedzial i tego dnia nie udalo mi sie niczego dowiedziec tak samo jak i przez reszte weekendu bo normalni obywatele wtedy odpoczywaja. W poniedzialek dowiedzialam sie od firmy ubezpieczeniowej ze oni bez problemu ubezpieczaja samochody na zagraniczne prawa jazdy i ludzie rownie latwo rejestruja te samochody (bo zeby zarejestrowac trzeba najpierw ubezpieczyc). Niestety Zenia w sobote zdazyl juz zamiescic ogloszenie w necie a w niedziele samochod byl sprzedany komus innemu. Moge teraz zalowac i pluc sobie w brode z roznych wzgledow ale wlasciwie to wracam po prostu do punktu wyjscia. Mam teraz nowy plan, ze pojedziemy autobusem do Ohio do ojca Sassy, tak jak zreszta poczatkowo planowalam. On na pewno znajdzie cos odpowiedniego. Wydaje sie ze to daleka wycieczka i ze mozna by blizej to zalatwic, ale ja sie nie znam calkiem na samochodach a jednak chce, zeby dojechalo to cos do Oregonu.

Aha, i sprzedalam rower... czyli fajnie a jednak smutno.

czwartek, 26 sierpnia 2010

fotki konkursowe

Jakis czas temu ogloszono konkurs fotograficzny. W poprzednich latach tez podobno byl organizowany. Zdazylam ostatniego dnia nadeslac kilka zdjec zrobionych nowym aparatem ale potem troche o tym zapomnialam bo myslalam ze duzo osob bedzie nadsylac zdjecia. A przedwczoraj byla impreza farmowa na zakonczenie sezonu i podczas tej imprezy ogloszone mialy byc wyniki. I jak sie okazalo jakies 6 czy 7 osob wzielo udzial w konkursie czyli wlasciwie niewiele, ale jak sie okazalo bylo warto. Byly 4 kategorie w kazdej nagrodzono pierwsze 3 miejsca oraz wyrozniono jedno zdjecie. I tu sie pochwale - dwa moje zdjecia zajely I miejsca - w kategoriach "Farma" i "Zachod slonca" - a jedno z moich zdjec zostalo wyroznione w kategorii "Ludzie". Oto one:

I miejsce w kategorii "Farma"
Od na farmie



I miejsce w kategorii "Zachod slonca"
Od Morze, plaża, krajobraz



wyroznienie w kategorii "Ludzie"
Od na farmie



nagrody to karty upominkowe do zrealizowania w naszym markecie. kwota? hmm.. bardzo przyjemna :)

jak sie uda sprobuje zamiescic tez zdjecia innych osob ktore wziely udzial w konkursie

środa, 25 sierpnia 2010

samochodzik

Po dlugim zastanawianiu sie i analizowaniu wszystkich opcji postanowilam kupic samochod. Wynajem tylko na poczatku wydawal sie niedrogi. Do podstawowej ceny trzeba doliczyc ubezpieczenie ktore dla mnie jest obowiazkowe (bo nie mam zadnego innego samochodu) i dodatkowa oplate za to ze nie mam 25 lat. Cala impreza kosztowalaby mnie ponad $2000 co jest strasznie wysoka cena jak na moj budzet. Niedlugo po tym jak postanowilam ze jednak kupie, w rozmowie z Tania wyszlo ze ona z Zenia chca sprzedac swoj samochod ktory kupili jakies 2 miesiace temu. Postanowili po zakonczeniu pracy na farmie wrocic od razu na Ukraine. Oni kupili go po dosc okazyjnej cenie bo od znajomego z wyspy. To jest Pontiac Bonneville z 1994 i wyglada mniej wiecej tak tylko ze jest czarny:



Fakt troche lat ma. Zastanawialam sie nad tym znowu kolejne pare dni ale postanowilam ze porownywac moge go co najwyzej z jakims teoretycznym samochodem ktorego nie mam na oku, no i poza tym ten jest tutaj na miejscu, wiem kto go uzywa, jak sie nim jezdzi i cena jest bardzo przyjazna (chociaz prom na lad troche kosztuje). Mialam juz dosyc szukania i wydaje mi sie ze nie jest to zly wybor. A jak dojade do Ohio to mojej kolezanki ojciec jest mechanikiem samochodowym to moze spojrzy pod maske i cos doradzi. Na razie jeszcze nie finalizujemy naszej transakcji bo Zenia chce go jeszcze miec, ale za 2 tygodnie przeniesiemy wlasnosc na mnie. To bedzie moj pierwszy samochod i bardzo mi sie to podoba :)

niedziela, 22 sierpnia 2010

wtorek, 17 sierpnia 2010

mapa Nantucket

zaczelam tworzyc mape Nantucket zaznaczajac niektore miesjca w ktorych bylam. postaram sie dodac tez wkrotce jakies zdjecia. zmiany w tej mapie beda sie pojawiac wiec warto zagladac:

http://maps.google.com/maps/ms?hl=pl&ie=UTF8&msa=0&msid=103518229327243420435.00048e081a29ad03b1595&ll=41.290964,-70.08728&spn=0.133366,0.384865&t=h&z=12

niedziela, 15 sierpnia 2010

coraz blizej swieta...

Mam nowy komputerek i bardzo mi sie podoba. Niestety jeszcze sie nie zorientowalam jak mu ustawic polskie litery. Jest niebieski i parametry tez calkiem dobre i nawet niedrogi byl. Dlugo szukalam w internecie az w koncu postanowilam pojechac do normalnego sklepu (w tym celu trzeba sie udac na staly lad bo u nas na wyspie nie ma tak zwanych normalnych sklepow). I dobrze zrobilam bo na ten komputer byla obnizka ktorej pewnie nie znalazlabym on line.

Poza tym w pracy bez zmian - kwiaty plus pomidorki (najczesciej). Przyzwyczailam sie i musze przyznac ze nie jest tak zle. Nasza praca nie jest taka ciezka jak to czasem naprawde bywa w polu. Jedynie chlopcy musza sie czasem wysilic ale ja nie moge narzekac.

Juz nieczesto zostaje po godzinach bo nie za bardzo jest co robic. Sezon sie powoli konczy.

Moim najwiekszym zmartwieniem teraz jest planowanie podrozy po zakonczeniu. A konkretnie podjecie decyzji co do samochodu. Postanowilam inne srodki transportu nie wchodza w gre bo sa zbyt niewygodne i uciazliwe jak na wieloodcinkowa podroz taka jak ta. Pozostaje wiec samochod. I odwieczne pytanie - kupic czy wynajac. Rozni ludzie ktorych pytam o rade mowia rozne rzeczy i kazdy ma racje. Glowny dylemat lezy pomiedzy bardziej oplacalna (w ostatecznym rachunku) opcja kupna a bardziej bezpieczna opcja wynajmu. W zaleznosci od dnia rozne miewam mysli i do czego innego sie sklaniam. Na szczescie moge jeszcze troche sie wstrzymac bo tu w USA mozna w jeden dzien kupic, zarejestrowac i ubezpieczyc samochod.

Zaczelam na Google tworzyc mape podrozy. Na razie to taki zarys wedlug miejsc o ktorych wiem ze chcemy je odwiedzic a po drodze beda powstawaly kolejne punkty parkow narodowych i innych atrakcji. W tej chwili wyglada tak: http://maps.google.com/maps/ms?hl=pl&ie=UTF8&oe=UTF8&msa=0&msid=103518229327243420435.00048dd07c76da9009ce5&ll=35.209722,-102.041016&spn=17.162262,49.262695&z=5
Wlasciwie to mam na to planowanie juz nieduzo czasu wiec staram sie poswiecac kazda wolna chwile.

wtorek, 27 lipca 2010

melony piekne i dorodne

na wstepie prosze wybaczcie ze pisze bez polskich znakow, ale jest to wynikiem pewnego zdazenia ktore mi dalo nauczke na dlugi czas. otoz mam w zwyczaju nie odlaczac komputera z gniazdka, no chyba ze go gdzies przenosze. a pewnej nocy w zeszlym tygodniu przyszla burza dosc gwaltowna i piorun uderzy jakos bardzo blisko naszego domu tak ze sie wszyscy ze strachem pobudzili, ale jako ze dom w plomieniach nie stal to poszlismy dalej spac. a nastepnego dnia okazalo sie ze moj komputerek nie chce sie wlaczyc. swiatelka na nim sie zapalaja ale monitor czarny. nie wiem czy to sie da naprawic czy nie ale na pewno duzo by to kosztowalo. jak go wezme do Polski to sprobuje odzyskac dane z niego a teraz postanowilam kupic nowy. tymaczasem pisze to na komputerze Fabienne, ktora nie ma takiej fajnej funkcji przycisku Alt ktory polskie dnaki dodaje a na dodatek ma zamienione Y i Z co dosc skutecznie utrudnia mi zycie.

jak sie okazalo tylko ja jedna komputera nie odlaczylam z sieci i tylko ja mam problem. ta sama burza jednak sfajczyla nam router i ciezko z internetem w domku. na szczescie dziala nam telewizor (choc poczatkowo tez podobno nie dzialal) a w dwoch pozostalych domkach nie ma tv.

strata komputera sklonila mnie ostatecznie do tego zeby pracowac troche wiecej. w warzywach jest na tyle duzo pracy ze jak ktos chce to moze zostac po godzinach albo przyjsc w swoj dzien wolny co w szklarni sie raczej nie zdarzalo. moje zajecia to z rana zawsze jest ciecie kwiatow takich z pola na bukiety. jest nas grupa 6 dziewczyn od kwiatkow i to jest nasze zadanie. robimy to do przerwy o 10 a jak jest potrzeba to tez do lunchu o 12:30. potem bywa roznie ale na razie zdarzylo mi sie odchwaszczanie (czyli po prostu wyrywanie chwastow) w roznych uprawach, w roznych miejscach, zbieranie fasoli i zbieranie pomidorkow koktajlowych. jest to zdecydowanie ciezsza praca niz w szlarni. tam to w najgorszym wypadku bylo sie zmeczonym bo sie stalo i chodzilo caly dziena tutaj to bola przede wszystkim plecy bo wiele rzeczy robi sie w niewygodnych pozycjach. kupilam sobie takie ochraniacze na kolana zebym mogla wygodniej pracowac i jak na razie pomagaja bo kolana tak nie dokuczaja. na pewno musze sie do tego przywyczaic. w Polsce nigdy nie lubilam takiej pracy w polu i teraz nadal nie lubie ale staram sie z mysla i podrozy i o tym co bede mogla dzieki temu zrobic.

Ciecie kwiatow nie jest zle bo sie glownie stoi, ale z kolei czesto z rana komary gryza mocno. wszytkie inne roslinki niestety rosna tak jak chca a nie tak jak mi wygodnie zbierac, a szkoda.

zbieramy juz z pola tytulowe melony i arbuzy. najsmaczniejsze sa jak sie je od razu na polu, potem w domu to juz nie to samo. tak jest zreszta ze wszytskim :)
jest tez cebula biala i czerwona, zielona papryka, baklazany w trzech kolorach, wspomniane pomidorki koktajlowe. co ciekawe mi najbardzej smakuje jedna z odmian zoltych. prawie nic wiecej do zycia nie trzeba moge eksperymentowac z rozmymi warzywami na co nie mialam odwagi albo pieniedzy w Polsce.

jest swietnie. duzo zalezy od towarzystwa a na to nie moge narzekac, czekam jednak na koniec, bo jak niektorzy wiedza Mateusz przyjedzie do mnie w pierwszej polowie wrzesnia a tego na prawde juz nie moge sie doczekac.

sobota, 17 lipca 2010

pa pa kwiatki...

No i stało się - od poniedziałku przenoszą mnie do warzyw w pełnym wymiarze godzin. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale chyba nie najgorzej. I tak mi się udało długo zostać, bo jestem ostatnią osobą, która została przeniesiona. Ale wszyscy mówią, że to pole nie jest takie złe. Sebastian od kilku dni już też pracuje w polu a Gustavo zostaje do końca w szklarni. Dave Bartlett (czyli nasz szef od warzyw) podobno bardzo potrzebuje ludzi. I nie ma się co dziwić, bo rok wyjątkowo słoneczny i ciepły podobno więc wszystko się ładnie udało. Z nowości polowych pojawiła się ostatnio bazylia, taka mała cebulka zbierana na szczypiorek, od kilku dni też kukurydza i ogółem co chwilę coś nowego.

Rozpoczęłam poszukiwania samochodu, ale trochę się zniechęciłam, bo jak się okazuje taka kwota jak planowałam czyli $1000-1200 to naprawdę mały budżet. Zastanawiam się teraz nad wynajmem - bardzo podobne pieniądze a nie ma strachu, że to jakiś wrak, który się rozkraczy na pustyni. Jedyny minus, to że tych pieniędzy nie da się w żaden sposób odzyskać a kupiony samochód można by spróbować odsprzedać.

wtorek, 6 lipca 2010

upał (wstał, znowu upał)

Jak to niektórzy mówią, żar leje się z nieba. I to tak od kilku dni. Zaczęło się przed weekendem i ma potrwać do soboty (a jest wtorek). Dla wczasowiczów ekstra ale dla nas nie tak bardzo. Ja i tak mam szczęście, bo nie robię w polu przy odchwaszczaniu sałaty czy innych zbiorach ogórka (..jeszcze). Nie wiem, kiedy zacznę w polu, ale się nad tym nie zastanawiam. Na razie jest mi dobrze a jak się zmieni to się będę martwić. Zdarzyło się już parę razy, że jechałam z rana z innymi dziewczynami ciąć kwiaty w polu na bukiety, ale nieczęsto to się zdarza, więc nawet nie zdążyłam się jeszcze wprawić w tej pracy. To znaczy dziewczyny tną codziennie, ale ja rzadko z nimi jeżdżę. Zostało nas w szklarniach już niewielu. Dosłownie ja, Sebastian i Gustavo (no i oczywiście Pete - nasz szef i Jacqui - pełnoetatowa pracowniczka szklarni). Co prawda roślin coraz mniej, ale podobno w porównaniu do innych lat i tak dużo jeszcze zostało jak na tą porę roku. A że nas już niewiele to pracy na głowę przypada więcej. Najwięcej jest podlewania. Posadzone zostały niedawno chryzantemy na jesienną sprzedaż, ale tutaj to nie jest kwiat na święto zmarłych tylko taki po prostu jesienny kwiat (podobnie ja aster). Na dzień zmarłych (czyli tutaj Memorial Day, który był jakoś w maju) najpopularniejsze są pelargonie i to najchętniej czerwone. Cały czas realizujemy zamówienia do centrum ogrodniczego, ale już nie tak duże jak to bywało w maju i czerwcu. Nie nudzę się i mam wrażenie, że jestem bardziej zajęta niż jak było nas więcej. Może to dlatego, że więcej różnych obowiązków mi przypada i o wielu rzeczach muszę myśleć sama zanim mi ktoś powie co mam robić. Ostatni weekend był szalony bo to był 4. lipca - Independence Day. Wypadał w niedzielę więc dużo ludzi przyjechało na weekend tylko. Najbardziej odczuł to market - centrum ogrodnicze (a więc i my) trochę mniej.

A właśnie w propos 4. lipca. Jedna koleżanka Amerykanka, która pracuje w markecie ma jakąś ciocię, czy babcię z domem na jednej z plaż na północy wyspy i organizowała taki grill na plaży. Zaprosiła nas wszystkich na ten wieczór. Nie wszyscy mogli się zabrać samochodami, więc niektórzy postanowili pojechać autobusem, który kursuje po wyspie. Ale poszli na ten autobus zanim dowiedzieli się gdzie ta plaża jest dokładnie, więc ostatecznie spędzali wieczór w centrum miasteczka razem z tłumem przyjezdnych. Ja i parę innych osób postanowiliśmy pojechać na rowerach. Jak mi ta koleżanka wytłumaczyła gdzie to jest to okazało się, że jest to dokładnie ta sama plaża i to samo miejsce, gdzie ja byłam jakiś tydzień wcześniej. Wtedy podczas mojego dnia wolnego pojechałam rowerem do miasta a potem chciałam pojechać na jakąś plażę na zachód od centrum, bo słyszałam, że ładnie i woda ciepła. I tak sobie jechałam drogą wzdłuż wybrzeża i postanowiłam wjechać w jakąś drogę prowadzącą na osiedle, bo uznałam że taka droga na pewno skończy się na plaży. A tu niestety wszystko zabudowane. Posesja przy posesji a schody na plażę prywatne, no a przecież nie będę przez czyjeś podwórko przechodzić. Już miałam zrezygnować, ale spotkałam panią, która mi powiedziała, że jest takie ukryte przejście. Jakoś że je znalazłam i wylądowałam na dość wąskiej, ale cichej prywatnej plaży. Ląd zaraz za plażą wznosi się dość wysoko więc nazywa się ona Cliff Beach, albo Steps Beach ze względu na strome schody, które na nią prowadzą. Woda na północy wyspy jest rzeczywiście cieplejsza i spokojniejsza - mniejsze są fale i w tym też miejscu morze jest dość płytkie przez dłuższy czas, bo u nas na plaży Cisco to jest zaraz bardzo głęboko. No i w niedzielę okazało się że jedziemy dokładnie w to samo miejsce i schodziliśmy dokładnie tymi samymi schodami (fakt - wyspa mała, ale to naprawdę niesamowity zbieg okoliczności). Zajechaliśmy tam tuż po zachodzie słońca, więc było bardzo piękne niebo. Po jakimś czasie już po zmroku zaczęły się fajerwerki i było naprawdę super. Trwały chyba z 10 minut albo dłużej i były bardzo piękne. A grill na plaży to świetny patent - zamiast stawiać go na nóżkach zakopuje się go prawie całego w piasku.

Chodzimy teraz często się kąpać. Woda jest już dość ciepła nawet na naszej plaży a w taki dzień jak dzisiaj czy wczoraj ciężko wytrzymać na piasku - taki jest gorący. Wczoraj trochę przeleżałam na patelni bo chciałam sobie wyrównać opaleniznę. Efekt jest taki, że trochę się spiekłam, ale nie bardzo no i trochę rzeczywiście się wyrównało. Niestety minusem ciepłej pogody jest to, że się robi tłoczno. To już nie te czasy, że nie można było żywej duszy na plaży znaleźć. W ogóle cała wyspa się zapełnia, samochodów dużo i ludzi.

Sebastian już wie że za jakiś tydzień pójdzie pracować na polu z resztą ludzi. Gustavo od dawna już było mówione, że zostanie w szklarni do końca, a ja no właśnie nie wiadomo. Najpierw miało być tak, że też w połowie lipca by mnie przenieśli, ale Pete'a czasami nie ma a Jacqui ostatnio bywała trochę chora i nie pracowała w pełnym wymiarze. Na dodatek niedługo Pete wyjeżdża na urlop - jakiś tydzień czy coś i wydaje mi się, że do czasu jak wróci to mnie nie przeniosą a nawet jak to tylko w niepełnym wymiarze godzin (że na przykład z rana kwiaty w polu a potem szklarnia).

Poza tym mamy coraz więcej warzyw z pola - buraki, marchew, patisony, koperek, pietruszka, kapusta, kalafior, brokuły, ogórki.. do wyboru do koloru. Generalnie jest super, nie mogę narzekać i bardzo mi się tu podoba :)

sobota, 19 czerwca 2010

lato

Robi się powoli dość ciepło. Pogoda nadal bywa zmienna i wieje, ale dni bywają naprawdę gorące. Dzisiaj na przykład był tak piękny dzień, że się w końcu odważyłam wykąpać w oceanie. Jeszcze miesiąc temu woda była tak zimna że nie mogłam w niej stopy utrzymać dłużej niż paredziesiąt sekund a teraz jest naprawdę relatywnie ciepła. Powiedziałabym, że tak jak nasz Bałtyk w chłodne lato w Kołobrzegu. Więc pływać się da a jak ktoś jest spragniony takich wrażeń (jak ja) to jest całkiem fajnie. Jak dzień jest pogodny tak jak dzisiaj i plaża gorąca to jest bardzo przyjemnie. Niektórzy pływali już wcześniej ale ja się nie odważyłam. Ale teraz chciałam i nie żałuję - było super. Jedyny minus, to że jak się potem człowiek położy na plaży to ma w rezultacie piasek wszędzie i się trzeba jeszcze raz myć po powrocie do domu.

A tu zdjęcie z dzisiejszej plaży:


Poza tym od kilku dni zaczynam pracę na 7 rano. W zamian za to kończymy nieco wcześniej czyli ok 4, chociaż tak się przyzwyczaiłam do kończenia o 4:30 że mogę bez problemu pracować te pół godziny dłużej. Taka zmiana podobno dlatego, że z rana lepiej się podlewa i można to załatwić zanim z centrum ogrodniczego zdążą nam przysłać zamówienie.

A w środę byliśmy większością naszej grupy w obserwatorium astronomicznym. Zarządza nim Stowarzyszenie Marii Mitchell, która była podobno pierwszą Amerykanką astronomem i pochodziła z Nantucket. To stowarzyszenie zajmuje się popularyzacją różnych dziedzin nauki poprzez między innymi organizowanie spotkań dla publiczności, wyjść w plener, podczas których obcuje się z przyrodą czy innym obserwowanym zjawiskiem. tak też miało być i tym razem. Niestety jak się okazało szanse na bezchmurne nocne niebo wynoszą na wyspie 30% no i tym razem nie mieliśmy szczęścia. Ale i tak było ciekawie bo pan o imieniu Vladimir (jak się okazało z Rosji) bardzo ciekawie opowiadał o teleskopach i różnych kosmicznych rzeczach. Było tam też sześcioro uczniów szkół średnich, którzy interesują się astronomią i wygrali jakiś trudny ogólnokrajowy konkurs dzięki czemu znaleźli się w tym obserwatorium i pracują nad przydzielonymi im projektami. Każdy z tematów tych projektów był dość różny i nie wiem dokładnie kto im te zadania przydzielił i czy mogli sobie wybrać temat, ale odniosłam wrażenie, że każde z nich pracowało jako część większego i być może bardziej doświadczonego zespołu. W każdym razie mi się bardzo podobało i zamierzam tam wrócić w bezchmurną noc bo noce otwarte dla publiczności są 3 razy w tygodniu i razem z pomocą tych astronomów można pooglądać różne gwiazdy, nauczyć się rozpoznawać gwiazdozbiory i inne takie fajne rzeczy.

Zaczął się okres zbiorów w polu. Są też już od paru tygodni pomidory ze szklarni. Zasada jest taka, że jak coś jest z pola to my pracownicy możemy tego jeść po uszy nawet tej jakości, która trafia do marketu a jak coś jest ze szklarni to możemy sobie wziąć, że tak powiem, odpadki, czyli to co się nie nadaje do sprzedaży. I tak na przykład dzięki dziewczynom, które pracują w warzywach i tną różne zioła mamy prawie zawsze pietruszkę, bazylię i różne inne ciekawostki. Jak się trafi większa partia to się zamraża i jest na długo. Jakiś cza temu na przykład wyrzucali ogromne ilości liści pietruszki, bo podobno za duża trochę urosła i już nie będą jej sprzedawać :) na czym my wszyscy oczywiście korzystamy. Pomidory są na razie ze szklarni i zbiera się je codziennie. Niektóre się nie nadają bo są zniekształcona albo mają jakieś nieznaczne wady, ale to nie przeszkadza im być bardzo smacznymi pomidorami (naprawdę bardzo dobre). Jesteśmy więc teraz wszyscy na etapie obżerania się pomidorami. I Właśnie teraz zaczynają się coraz większe zbiory z pola. Na przykład zielony groszek.. mmmniam :) jest taka mała cukinia, różne sałaty i rzodkiewka a niedługo będzie podobno kalafior i kolejne zbiory. Po prostu nie mogę się doczekać tej wyżerki. Będą arbuzy i melony i kukurydza... Jak w Polsce wchodzę na rynek ze straganami to mam ochotę kupić wszystkie te warzywa i owoce a tu będę miała to za darmo :)

czwartek, 3 czerwca 2010

jak to (prawie) wszystko wygląda

Zrobiłam ostatnio dużo zdjęć wokół farmy i postanowiłam pokazać tutaj jak to wygląda. Zacznę może od tego, że każda szklarnia i tunel mają przypisany numer dla łatwiejszej orientacji. Jest też łącznik, który nie ma numeru bo tam się nic nie uprawia. Numery od 1, 2 i 3 to są dość duże szklarnie z roślinami ozdobnymi; numery od 4 do 9, 12, 19 i od 21 wzwyż to są szklarnie tunele z warzywami i ziołami, w których się tak dokładnie nie orientuję; numery 10 i 11 to duże szklarnie przeznaczone prawie w całości pod uprawę pelargonii; numery od 13 do 18, 20 i 22 to tunele z roślinami ozdobnymi (wiem przydałaby się mapa).


to są nasze szafki pracownicze w łączniku a na dalszym planie widać szklarnię nr 1


te półki też są w łączniku i służą do organizowania i przechowywania etykiet. Każda roślina przeznaczona do sprzedaży detalicznej musi mieć etykietę.


a tak wygląda etykieta werbeny odmiany Babylon White marki Proven Winners


ta maszyna służy do wysiewania nasion w tacki o różnej ilości komórek. U nas najczęściej używa się tacek o liczbie komórek 406. W tle widać półki z etykietami (ta maszyna też znajduje się w łączniku)


w tym miejscu przygotowuje się doniczki do napełnienia podłożem. Doniczki zawsze muszą znajdować się w tackach odpowiednich rozmiarów, jedynie bardzo duże pojemniki czy donice napełnia się indywidualnie bez tacek.


na tym zdjęciu widać pszeniczne doniczki średnicy 6 cali i jedną ryżową doniczkę średnicy 4 cale. Jak głosi napis na tych pszenicznych można je kompostować.


Doniczki ryżowe wykorzystywane są tylko do pelargonii, ponieważ robi się je w Chinach i transport bardzo dużo kosztuje a pszeniczne są ze stanu Vermont. Ryżowe są jednak nadal używane przy pelargoniach, bo jako że to trochę ciężki kwiat to się łatwo przewraca a nieco cięższa ryżowa doniczka pomaga utrzymać je w pionie. Na zdjęciu pelargonia odmiany Tango White.


Mimo, że pelargonie to bardzo ważna roślina prawie wszystkie inne rośliny jednoroczne są marki Proven Winners (PW) i uprawia się w doniczkach tej samej marki, które wyglądają tak jak na zdjęciu powyżej.


W takich pszenicznych doniczkach średnicy 4 cale uprawia się to co nie jest marki PW


a tak wyglądają tacki po 15 doniczek każda przygotowane do napełnienia podłożem w maszynie do tego służącej zwanej potoczne przez nas "bus" (czyli autobus - nikt nie wie dlaczego tak, ale wszyscy tak mówią)


to jest właśnie główny "bus" znajdujący się w szklarni nr 11 przy wejściu do łącznika (widoczne z tyłu po prawej). Ta pochyła część to taśmociąg, którym wstępnie rozdrobnione podłoże wjeżdża do tego dużego bębna, gdzie się je miesza z niewielką ilością wody i ewentualnie innymi dodatkami jak np. wapno.


tak właśnie wygląda ta turbina mieszająca. Po wymieszaniu i cały czas w trakcie pracy maszyny podłoże wysypuje się pod spodem tego dużego zbiornika do doniczek, które przejeżdżają pod spodem na taśmociągu.
Od na farmie
z tej strony się wsuwa tacki,


a z tej wysuwa. Te widoczne z przodu elementy odpowiadają za lekkie ubicie podłoża i usunięcie jego nadmiaru.


wyjątkowy rodzaj doniczki stanowią doniczki typu Elle. Nie napełnia się ich u nas tylko są sprowadzane już w takiej postaci jak widać na zdjęciu. Używa się je do wszystkich roślin przeznaczonych do wysadzenia w pole, czyli zarówno do warzyw i ziół jak i roślin ozdobnych uprawianych do zbioru na kwiat cięty. Na zdjęciu tacka Elle 24 (są też Elle 32 z odpowiednio większą liczbą "doniczek".


a tak wygląda doniczka Elle z posadzoną w niej cynią. Sadzi się je bezpośrednio w pole razem z tym papierem opasającym podłoże.


w szklarni nr 1 znajdują się 4 długie stoły ogrzewane za pomocą cienkich elastycznych rurek którymi płynie ciepła woda. Nazywa się je stołami biotermalnymi. Lądują na nich tacki z wysianymi nasionami, lub sprowadzone w tackach gotowe do przesadzenia rośliny rozmnażane wegetatywnie. Na zdjęciu po prawej rozmnażany generatywnie, ale nie na farmie kosmos podwójnie pierzasty gotowy do przesadzenia.

Od na farmie
na tym zdjęciu widać jakieś inne wschodzące rośliny. Te zostały wysiane przez nas i jak widać rozsada nie będzie tak doskonale wyrównana jak na zdjęciu powyżej.

Od na farmie
a tak wyglądają tacki z rozmnażanymi wegetatywnie roślinami marki PW sprowadzanymi do nas. Są one już gotowe do przesadzenia.

Z innych pojemników trzeba też wymienić wiszące koszyki. Mogą one być plastikowe o różnych średnicach jak te na zdjęciu poniżej
Od na farmie

lub mogą być zrobione z mchu


Lub stojące pojedynczo duże pojemniki z takiej jakby tektury



lub z plastiku


Niektóre rośliny sadzi się do takich tacek, w których nie znajdują się doniczki tylko takie jednostki po 4 lub 6 mini-doniczek. Na zdjęciu poniżej tacka typu 804 czyli 8 jednostek po 4 mini-doniczki każda


a tak wyglądają one po posadzeniu w nie roślin (na zdjęciu szałwia odmiany Nymph Coral)
Od na farmie

Transplantacji do tacek typu 804 lub 806 dokonuje się zawsze w szklarni (najczęściej nr 3) gdzie też następuje ich wstępne hartowanie i potem albo lądują one w jednym z tuneli, albo wyjeżdżają na stołach na zewnątrz. Na zdjęciu poniżej portulaka na wózku gotowa do przewiezienia do tunelu nr 16 gdzie znajdują się wszystkie rośliny w tackach.
Od na farmie

Od na farmie

a tu Hafith i Żenia rozładowują ten sam wózek w tunelu nr 16.

Wyjątkiem jest niecierpek rozmnażany generatywnie, którego jest tak dużo, że ląduje na podłodze w szklarni nr 3 jak na zdjęciu poniżej.
Od na farmie



to ja i Hafith


a to ja i Żenia

Od na farmie

na tym zdjęciu widać tunele od prawej: 14, 16, 18, 20 i 22. We wszystkich uprawia się rośliny ozdobne. W 14-ce są rośliny wieloletnie tak samo jak w 13-ce umieszczonej na przedłużeniu numeru 14 po drugiej stronie. Obydwa te tunele to domena Sebastiana - on się nimi na co dzień zajmuje i zna te rośliny. Na zdjęciu poniżej ja z Sebastianem w tunelu nr 14


a tu Sasza, Tania i Wiki sadzą w tunelu nr 17
Od na farmie



a tu Tania sadzi helichrysum (kocanki)


ja i Wiki
Od na farmie


od lewej: Tania ja i Sasza



a to drugi "bus" znajdujący się w tunelu nr 18. Bardzo ułatwia pracę bo nie trzeba transportować tych wszystkich tacek z ziemią z łącznika do tuneli


niestety niektóre roślinki nie przeżywają przesadzenia


tunel nr 20 służy tylko do produkcji lilii na kwiat cięty


Gustavo opiekuje się tym tunelem


sprowadzone cebule sadzi się do skrzynek wypełnionych podłożem


sadzone w różnych momentach cebule dają plon stopniowo pozwalając na lepsze jego zagospodarowanie

pokazałam dopiero pewną część całej farmy. Są jeszcze warzywa i pole i market i centrum ogrodnicze. O wszystkim chciałabym opowiedzieć, ale to wszystko zajmuje bardzo dużo czasu. Będę opisywać zdjęcia po trochu. Wszystkie zdjęcia zrobione w ostatnim okresie na farmie są na Picasa Web więc zapraszam do oglądania: http://picasaweb.google.com/dobrochna.panka/NaFarmie#