Został mi jeszcze tydzień w Polsce. Jakoś to do mnie nie dociera. Raczej z rozsądku leczę zęby, robię listę rzeczy do zabrania i zastanawiam się czy założyć blog. Jak widać jednak się zdecydowałam mimo, że nie jestem za bardzo "internetowa". Głównie ze względu na ludzi, z którymi chcę się dzielić wrażeniami.
Mam chyba już wszystko łącznie z maksymalnie różową, przecenioną walizką. Wylot 2. kwietnia z Berlina przez Londyn do Bostonu. Tam 6-godzinne oczekiwanie na dalszy etap podróży. Potem autobus a jeszcze później prom i jestem u celu - wyspa Nantucket w stanie Massachusetts. Następne wpisy już zza oceanu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz