na wstepie prosze wybaczcie ze pisze bez polskich znakow, ale jest to wynikiem pewnego zdazenia ktore mi dalo nauczke na dlugi czas. otoz mam w zwyczaju nie odlaczac komputera z gniazdka, no chyba ze go gdzies przenosze. a pewnej nocy w zeszlym tygodniu przyszla burza dosc gwaltowna i piorun uderzy jakos bardzo blisko naszego domu tak ze sie wszyscy ze strachem pobudzili, ale jako ze dom w plomieniach nie stal to poszlismy dalej spac. a nastepnego dnia okazalo sie ze moj komputerek nie chce sie wlaczyc. swiatelka na nim sie zapalaja ale monitor czarny. nie wiem czy to sie da naprawic czy nie ale na pewno duzo by to kosztowalo. jak go wezme do Polski to sprobuje odzyskac dane z niego a teraz postanowilam kupic nowy. tymaczasem pisze to na komputerze Fabienne, ktora nie ma takiej fajnej funkcji przycisku Alt ktory polskie dnaki dodaje a na dodatek ma zamienione Y i Z co dosc skutecznie utrudnia mi zycie.
jak sie okazalo tylko ja jedna komputera nie odlaczylam z sieci i tylko ja mam problem. ta sama burza jednak sfajczyla nam router i ciezko z internetem w domku. na szczescie dziala nam telewizor (choc poczatkowo tez podobno nie dzialal) a w dwoch pozostalych domkach nie ma tv.
strata komputera sklonila mnie ostatecznie do tego zeby pracowac troche wiecej. w warzywach jest na tyle duzo pracy ze jak ktos chce to moze zostac po godzinach albo przyjsc w swoj dzien wolny co w szklarni sie raczej nie zdarzalo. moje zajecia to z rana zawsze jest ciecie kwiatow takich z pola na bukiety. jest nas grupa 6 dziewczyn od kwiatkow i to jest nasze zadanie. robimy to do przerwy o 10 a jak jest potrzeba to tez do lunchu o 12:30. potem bywa roznie ale na razie zdarzylo mi sie odchwaszczanie (czyli po prostu wyrywanie chwastow) w roznych uprawach, w roznych miejscach, zbieranie fasoli i zbieranie pomidorkow koktajlowych. jest to zdecydowanie ciezsza praca niz w szlarni. tam to w najgorszym wypadku bylo sie zmeczonym bo sie stalo i chodzilo caly dziena tutaj to bola przede wszystkim plecy bo wiele rzeczy robi sie w niewygodnych pozycjach. kupilam sobie takie ochraniacze na kolana zebym mogla wygodniej pracowac i jak na razie pomagaja bo kolana tak nie dokuczaja. na pewno musze sie do tego przywyczaic. w Polsce nigdy nie lubilam takiej pracy w polu i teraz nadal nie lubie ale staram sie z mysla i podrozy i o tym co bede mogla dzieki temu zrobic.
Ciecie kwiatow nie jest zle bo sie glownie stoi, ale z kolei czesto z rana komary gryza mocno. wszytkie inne roslinki niestety rosna tak jak chca a nie tak jak mi wygodnie zbierac, a szkoda.
zbieramy juz z pola tytulowe melony i arbuzy. najsmaczniejsze sa jak sie je od razu na polu, potem w domu to juz nie to samo. tak jest zreszta ze wszytskim :)
jest tez cebula biala i czerwona, zielona papryka, baklazany w trzech kolorach, wspomniane pomidorki koktajlowe. co ciekawe mi najbardzej smakuje jedna z odmian zoltych. prawie nic wiecej do zycia nie trzeba moge eksperymentowac z rozmymi warzywami na co nie mialam odwagi albo pieniedzy w Polsce.
jest swietnie. duzo zalezy od towarzystwa a na to nie moge narzekac, czekam jednak na koniec, bo jak niektorzy wiedza Mateusz przyjedzie do mnie w pierwszej polowie wrzesnia a tego na prawde juz nie moge sie doczekac.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Sam bym sie takimi melonami pobawił :D
OdpowiedzUsuńps: nie kupuj ferrari żeby nim do kościoła jeździć :PP