No i stało się - od poniedziałku przenoszą mnie do warzyw w pełnym wymiarze godzin. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale chyba nie najgorzej. I tak mi się udało długo zostać, bo jestem ostatnią osobą, która została przeniesiona. Ale wszyscy mówią, że to pole nie jest takie złe. Sebastian od kilku dni już też pracuje w polu a Gustavo zostaje do końca w szklarni. Dave Bartlett (czyli nasz szef od warzyw) podobno bardzo potrzebuje ludzi. I nie ma się co dziwić, bo rok wyjątkowo słoneczny i ciepły podobno więc wszystko się ładnie udało. Z nowości polowych pojawiła się ostatnio bazylia, taka mała cebulka zbierana na szczypiorek, od kilku dni też kukurydza i ogółem co chwilę coś nowego.
Rozpoczęłam poszukiwania samochodu, ale trochę się zniechęciłam, bo jak się okazuje taka kwota jak planowałam czyli $1000-1200 to naprawdę mały budżet. Zastanawiam się teraz nad wynajmem - bardzo podobne pieniądze a nie ma strachu, że to jakiś wrak, który się rozkraczy na pustyni. Jedyny minus, to że tych pieniędzy nie da się w żaden sposób odzyskać a kupiony samochód można by spróbować odsprzedać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz