No tak, dawno nie pisałam, ale tak się tryb życia unormował, że czasem mi się wydaje, że nie ma o czym. Jednak ostatnio trochę mam do powiedzenia.
Przyzwyczaiłam się do pracy i do tego rytmu dnia. Robię mniej więcej to samo, to znaczy z rana generalnie się podlewa i trwa to z godzinkę, dwie zależy jaka pogoda, potem robi się różne rzeczy. Na przykład sadzi się roślinki, albo się coś przycina, ale ostatnio dożo czasu zajmuje nam wysyłanie kwiatów do centrum ogrodniczego. Przyroda się bujnęła na całego to ludziom się zachciało zakładać ogrody i dlatego więcej kwiatów się sprzedaje a w centrum ogrodniczym nie mają takiej dużej powierzchni, więc co najmniej raz dziennie przysyłają zamówienie na określone rośliny. Te zamówienia sięgają setek roślin, więc ładuje je się na takie 4-5-poziomowe wózki a te wózki na taką specjalną przyczepę i ciągnikiem odwozi się do centrum ogrodniczego. Problem polega na tym, że w różnych tunelach i szklarniach są różne rośliny i to na różnym poziomie rozwoju i trzeba wiedzieć mniej więcej gdzie co jest. Lista zamówienia zawiera lokalizację danej rośliny, ale czasami jest błędna, albo już się ta roślina skończyła i trzeba przejść do kolejnej opóźnionej uprawy i zdecydować czy już się nadaje do sprzedaży czy nie. Można powiedzieć, że przeżywamy teraz szczyt sezonu jeśli chodzi o rośliny ozdobne. Tak jak 2, 3 tygodnie temu przeważało sadzenie roślin tak teraz przeważa ich sprzedaż. Bardzo to jest ciekawe obserwować jak dany tunel, na przykład taki 20 na 50 metrów miesiąc temu zastawiony był maszynami, tkaniną ogrodniczą, i jakimś innym badziewiem, potem został opróżniony, wyczyszczony, potem sadziłam tam z innymi dziewczynami roślinki, podlewam tam od trzech tygodni a ostatnio kwiaty zaczynają znikać. W miarę jak pojawia się więcej miejsca a w planach są jeszcze kolejne uprawy dosadza się kolejne rośliny a te pierwsze są już duże i naprawdę ładnie się prezentują. A takich tuneli jest kilka i naprawdę trzeba się orientować gdzie co jest. To, że tam sadziłam i tam podlewam pomaga, bo widzę te rośliny na co dzień i mniej więcej zapamiętuję jak się nazywają. Wybór jest tu na prawdę duży. Uprawiają tu dziesiątki gatunków a każdy w kilku a czasem kilkunastu odmianach. Rośliny wieloletnie zajmują dwa mniejsze tunele i szczerze mówiąc dobrze się na nich nie znam, bo się nimi nie zajmuję. Rośliny jednoroczne stanowią podstawę produkcji a do najbardziej popularnych gatunków należą pelargonie, niecierpki, begonie, petunie i werbeny. Sama pelargonia zajmuje 2 szklarnie. Różnorodności dodaje też fakt, że dana roślina może być dostępna w różnych pojemnikach. Najwięcej sadzi się w plastikowych doniczkach marki Proven Winners, która stanowi najbardziej rozpoznawalną markę roślin ozdobnych w Stanach. Nie wiem czy marka to dobrze słowo, może konsorcjum. W doniczkę takiej marki może być posadzona tylko roślina przez nią firmowana i opatentowana. Te odmiany są wyprowadzane przez hodowców i uprawiane prze ogrodników, którzy mają kontrakty z marką PW i potem te odmiany stają się własnością firmy. Na farmie Bartlett's dużo uprawia się roślin tej marki. Inne pojemniki to np. doniczki biodegradowalne dla roślin jednorocznych robione z ryżu albo z pszenicy o średnicy 4 cale, biodegradowalne lub plastikowe 6 cali, wiszące koszyki plastikowe lub z mchu o różnych średnicach, tacki z 32 lub 48 roślinami w tacce przeznaczone do sadzenia do gruntu a nie trzymania w doniczce i duże donice z plastiku o różnych pojemnościach, czasami z pojedynczą rośliną a czasem z kompozycją rożnych. Ja się juz przyzwyczaiłam, ale z początku można dostać zawrotu głowy. W zależności od tego w czym roślina jest posadzona może mieć ona różne kategorie, które przekładają się bezpośrednio na cenę. Sprzedaż odbywa się generalnie na dwa sposoby. Albo towar odsyłany jest do marketu i tam sporządza się listę dostarczonych roślin i na jej podstawie market płaci szklarni (bo to są dwa osobne byty księgowe), albo jeśli klientem jest firma projektująca ogrody to jej pracownicy mają wstęp do szklarni i tam mogą wybierać sobie rośliny. Do ich obsługi służy taka budka (zwana tutaj shack), w której siedzi pracownik i przy wyjeździe z terenu farmy sporządza rachunek dla klienta, na podstawie którego płaci on w markecie. A potem po rozliczeniu środki za ten towar wracają na koto szklarni. Taki klient może też liczyć na upust rzędu 10 - 15% w zależności od wielkości biznesu, który prowadzi. Ostatnio nie ma kto pracować w budce i zdarza się, że ja tam czasem siedzę. Raczej nie cały dzień, ale często zastępuję jedną panią podczas jej przerwy na lunch. Za dużo się nie robi i mogę sobie trochę posiedzieć, odpocząć a ostatnio przeczytałam tam książkę. Generalnie przyjemnie.
Poza tym przyroda na wyspie się obudziła. Jak przyjechałam to tylko trawa była zielona i kwitły żonkile a teraz kwitną różne krzewy i drzewa i jest pęknie zielono a przez ostatni tydzień pogoda piękna, że do pracy w krótkich spodenkach chodzę a jak mam dzień wolny to jeżdżę na rowerze i się opalam na plaży. Na wyspie coraz więcej ludzi i samochodów a będzie coraz bardziej tłoczno.
Postaram się dzisiaj porobić trochę zdjęć na farmie żeby pokazać trochę więcej mojego codziennego zajęcia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
dla zainteresowanych podam tłumaczenie angielskie:
OdpowiedzUsuńupust - discount
upust w wyniku dużego zamówienia - trade discount
upust w wyniku płatności gotówką - cash discount
Warsaw School of Economics pozdrawia!
Brawo Domin. Jestem pod wrażeniem. No, po prostu - chapeau bas!
OdpowiedzUsuńproszę o podpisy jak ktoś nie ma konta google
OdpowiedzUsuń