niedziela, 18 kwietnia 2010

kto jest kim

Właśnie zauważyłam, że mam jakieś komentarze :) czyli jednak ktoś czyta :)

A ja znowu pracowałam w niedzielę. Standard jest taki że w sobotę pracuje się pół dnia a w niedzielę wcale, ale dosłownie parę osób zawsze pracuje w weekend a plan kto to ma być i jaki dzień w zamian ma być dla tej osoby wolny pojawia się ok połowy tygodnia. W zeszłym tygodniu pracowałam w niedzielę i pół dnia w poniedziałek ale za to miałam sobotę wolną. Mogłoby się wydawać, że to dużo nie zmienia, ale w sobotę najczęściej jest impreza a ja w niedzielę muszę rano wstać. I w ten weekend mam dokładnie taki sam plan a tu znowu impreza. Z tego co wiem to chyba nie było jeszcze weekendu bez imprezy, więc mam nadzieję że następny plan będzie bardziej sprzyjający. W zeszłym tygodniu pojechaliśmy do miasta do klubu Rose and Crown, z którego niektóre zdjęcia są już na Picasa Web. Zabawa była świetna i było mnóstwo śmiechu zwłaszcza z Jefersona, który jak sobie podpije zdejmuje okulary i wywija ewolucje na parkiecie. A wczoraj z kolei impreza była zaplanowana że będzie w naszym domku. I była.

Pomyślałam właśnie, że dobrze by było przedstawić dokładnie całą ekipę.

Na farmie jest kilka domków dla pracowników, ale nie wszystkie są w jednym miejscu. Nie wszystkie też są jeszcze zamieszkane. Z czasem ludzi przybywa. Nasze trzy są obok siebie dlatego też mówię o nich jako "nasze". Ale np. Andre z Brazylii mieszka w trochę innym miejscu a pracuje z nami. Każdy ma inną nazwę. Nasze domki to:
Thirty Acres (czyli 30 akrów) - 10 osób w pokojach dwuosobowych:
ja + Fabienne (Szwajcaria)













Andrielly (Brazylia) + Lucille (RPA)












Sebastian (Niemcy) + Pablo (Brazylia)
Od na co dzień

















Orbelin (Meksyk) + Jeferson (Brazylia)



















Tatiana [czyli Tania] + Jewgienii [czyli Żenia] (para z Ukrainy)
Od na co dzień


Lenroc - 6 osób:
Hugo (Honduras) + Hafith (Indonezja)
Od Imprezy, wydarzenia


Od na co dzień


Janaina + Walter (para z Brazylii)
Od na co dzień


Janeth (Sri Lanka) + Gustavo (Brazylia)




























Lenny - 4 osoby (najmniejszy i najładniejszy w środku domek)
Julia (Brazylia)
















Iwana + Sasza (obie z Ukrainy)






























Poza tym w innych miejscach farmy mieszkają inni pracownicy nie tylko ci, którzy pracują w szklarniach, ale też pracownicy z kuchni, która znajduje się w markecie, pracownicy centrum ogrodniczego i różni inni. Z niektórymi mamy dobry kontakt i spędzamy razem czas. Andre (Brazylia)
pracuje z nami w szklarni,













Andy (USA) pracuje w centrum ogrodniczym podobnie jak Feddie (Nikaragua) stały bywalec
farmy - to jego któryś z rzędu sezon, Jeff (USA)
pracuje na farmie od dawna i zajmuje się różnymi naprawami i dziwnymi rzeczami. Bywają też u nas trzej Uzbecy, którzy nie pracują na farmie tylko gdzieś indziej na wyspie i są tu już kilka lat a naszą ekipę poznali poprzez Julię.








Ciekawostka: nasz domek był podobno kiedyś barem i nazywał się właSnie Thirty Acres stąd też w Rose and Crown wisi strzałka kierująca do niego.

Od Imprezy, wydarzenia


Farma kupiła budynek, przeniosła go na swój tren i dostosowała do swoich potrzeb.

A wracając do tematu na przedwczorajszej imprezie byli wszyscy wymienieni, stroboskop, odblaskowa kula i zestaw głośników. Wszystkie inne elementy pomijam. Była świetna zabawa, tańczyłam różne rzeczy włączając salsę i merengue (nowość dla mnie). No i w poniedziałek ciężko do pracy wstać, ale dałam radę. To tyle atrakcji weekendu. Codziennie coś się dzieje ciekawego, ale zazwyczaj nie mam siły albo czasu opisywać wszystkiego. Postaram się jednak, żeby było interesująco i w miarę aktualnie. I będę zamieszczać zdjęcia jak tylko się do nich dorwę.

sobota, 17 kwietnia 2010

Umieszczam kilka zdjęć, które w ostatnim czasie zrobili różni ludzie. Myślę, że z czasem będzie ich coraz więcej.


Po kliknięciu można przejść do Picasa web i obejrzeć inne albumy i podpisy które trochę wyjaśniają kto kim jest lub co to się akurat działo.

sobota, 10 kwietnia 2010

the grey lady

Tak miejscowi nazywają wyspę, ponieważ często wisi nad nią gęsta mgła jak chmury. Tak właśnie było przez ostatnie dwa dni. teraz się przejaśniło, ale za to wieje mocno co tu jest całkiem normalne.

W tym tygodniu byłam na lekcji angielskiego. Farma organizuje dla studentów lekcje w dwóch grupach - początkującej i zaawansowanej. Poszłam na zajęcia do tej drugiej żeby zobaczyć co tam się będzie działo no i myślałam że może będzie jakiś ogrodniczy żargon albo coś takiego. Zajęcia prowadzi taki trochę staruszek John. Widać że lubi swoją pracę. Wyszedł z inicjatywą żeby pokazać nam trochę wyspy. I właśnie dzisiaj w pięć osób (bo tylko tyle zmieściło się w samochodzie) pojechaliśmy z nim na małą wycieczkę. Postaram się niedługo powrzucać jakieś zdjęcia, które robili inni ludzie bo jeszcze nie mam swojego aparatu. Pojechaliśmy na przykład na taką plażę gdzie morze powoduje bardzo silną erozję i domy które tam stoją muszą być przenoszone albo rozpadną się. Często taki dom przenosi się tylko kawałek dalej gdzie niebezpieczeństwo jest mniejsze. Stawia się je wtedy na takich wielkich szynach które potem dźwig przenosi na inne miejsce. Czasami jednak nie ma miejsca w pobliżu albo właściciel wynalazł sobie ciekawszą działkę wtedy dom przewozi się na większe odległości a cała operacja jest bardzo dokładne zgrana i zajmuje tylko jeden dzień. To wszystko brzmi dość absurdalnie i ciężko to sobie wyobrazić ale ludzie którzy mają tutaj domy są strasznie bogaci a jak się ma pieniądze można załatwić wszystko. W niektórych okolicach domy są ogromne a zamieszkane tylko przez kilka tygodni w roku. Przy każdej prawie takiej willi jest osobny "domek" - dla gości. Jeden facet ma podobno podziemne przejście między nimi - żeby nie zmoknąć podczas deszczu a w piwnicy własne studio projekcyjne do filmów. Oprócz tego że te domy naprawdę są wielkie to nie widać na pierwszy rzut oka żeby były jakieś wymyślne, bo są w podobnym stylu i wszystkie z drewna. Podobno można wybudować coś innego ale trzeba mieć do tego specjalne pozwolenie, które ciężko jest dostać.

Poza tym ok 50% powierzchni wyspy jest objęte ochroną i nie można na tym terenie budować, na dodatek jest tu pewna zasada, która nie pozwala otwierać tutaj sieciowych sklepów. To dotyczy za równo fast foodów które są siecią takich jak McDonald's, KFC i.t.p. i supermarketów. Wyjątkiem są dwa markety na wyspie które można także znaleźć w innych miastach, poza tym nie znajdzie się tutaj nawet Subway ani Starbucks. Nie ma tu też świateł sygnalizacyjnych na skrzyżowaniach co jest ok teraz ale podobno latem są straszne korki.
Powoli widać że wyspa przygotowuje się na przyjęcie tysięcy turystów. Maluje się domy, sklepy się otwierają, zmieniają godziny otwarcia. Już dzisiaj w centrum miasta trzeba było trochę szukać miejsca parkingowego, więc można sobie tylko wyobrażać co się będzie działo latem.

środa, 7 kwietnia 2010

farma

Mogę chyba powiedzieć, że już się zaaklimatyzowałam. Ludzie są naprawdę fajni i atmosfera jest bardzo miła. Przez to mam wrażenie jakbym tu już była co najmniej parę tygodni. Przyjechało kilka nowych osób między innymi moja współlokatorka Fabienne ze Szwajcarii. Pracuję już trzy dni i jest bardzo w porządku. Na farmie produkcję dzieli się na tą w szklarniach i na tą w polu. W polu jeszcze nic nie ma bo jest za wcześnie żeby sadzić więc większość prac odbywa się w szklarniach lub tunelach. Jest ich kilka więc dla lepszej orientacji są ponumerowane (jest ich chyba ze 22) ale jeszcze nie we wszystkich się orientuję. Poza tym jest też podział produkcji na warzywną i roślin ozdobnych - to są główne działy produkcji czyli tzw. departamenty. Ja jestem w tej chwili w dziale roślin ozdobnych. Każdego dnia robię coś innego i najczęściej w ciągu dnia praca też się zmienia więc nie jest nudno. Nie jest też ciężko i jedyne co może dokuczać to plecy jeśli się trzeba dużo nachylać. Poza tym robię takie rzeczy jak rozstawianie doniczek, podlewanie, nawożenie, uszczykiwanie i różne takie. Mają tu naprawdę duży asortyment kwiatów i przydaje się łacina do ich rozpoznawania. Nie jest to konieczne do wykonywania swojej pracy ale mi się przydaje bo widzę co to za roślinki. Moim bezpośrednim szefem jest Pete, który naprawde wie dużo na temat uprawy tych roślin, zna też ich łacińskie nazwy więc możemy się dogadać. Dostałam trzy firmowe koszulki, czapeczkę firmową i scyzoryk Victorinox. Napisałabym więcej ale w kuchni kręci się taka mała imprezka, więc lecę a reszta później. Mogłabym naprawdę długo opowiadać.

niedziela, 4 kwietnia 2010

na wyspie

Dotarłam. Mieszkam w drewnianym domku takim jak mnóstwo na wyspie w pokoju dwuosobowym ale moja współlokatorka jeszcze nie przyjechała. Jest nas na razie ok 14 osób w 3 domkach. Mój jest największy ale też najbardziej zaniedbany. Meble w pokoju są trochę jak z demobilu - z każdym jest coś nie tak, czegoś brakuje albo coś nie działa. Mi się to kojarzy z kiepskim akademikiem - ale przynajmniej łóżko jest bez zarzutu. W domku jest wspólna kuchnia, salon i łazienka dla chłopaków i dziewczyn osobno. Jest sporo Brazylijczyków, jeden z Hondurasu, jeden z Meksyku, Ukraina a nawet Sri Lanka i Indonezja. Wyspa jest bardzo ładna chociaż jeszcze dużo jej nie widziałam. Dużo jest tu różnych ptaków. Jest trochę wietrznie przez co jest chłodniej, ale w ciągu dnia też słońce przygrzewa. Jeszcze nie trafiłam na deszcz ale myślę że można się go spodziewać - jak to na wyspie. Wegetacja ruszyła trochę wcześniej niż w tym roku w Polsce i już kwitną żonkile i inne kwiatki, ale liści na drzewach jeszcze nie ma. Byłam dzisiaj w kościele (w końcu to Wielkanoc) i zupełnie inny styl jest prowadzenia mszy. Nie ma takiej ciężkiej powagi jak w polskich kościołach. Ludzie więcej gadają a dzieci bawią się zabawkami a znak pokoju trwa chyba z minutę, podczas której wszyscy się ściskają, całują, machają do siebie, podają sobie ręce.
Poza tym muszę się koniecznie zaopatrzyć w rower jakiś bo do sklepu jest kilka kilometrów no i więcej wyspy zobaczę na rowerze.

piątek, 2 kwietnia 2010

Boston

Jestem właśnie na lotnisku w Bostonie. Lot się dłużył bo jestem strasznie niewyspana a na pokładzie też się nie za bardzo dało, bo niewygodnie i szum duży od silników. Na pokładzie była nie tylko poduszka i kocyk (co jest typowe na takich lotach), ale nawet opaska na oczy taka do spania i skarpetki (???). Mi zabrakło tylko zatyczek do uszu. Nie ma jeszcze 24. a ja tu muszę posiedzieć do 6. rano. Tu gdzie są siedzonka nie ma gniazdek do prądu (albo ja nie znalazłam), więc komputer będzie mnie bawił tylko dopóki nie padnie. Na szczęście mam jeszcze książki :) Chciałabym zobaczyć miasto, ale to nie dzisiaj
W tej chwili minął mi chyba moment największego zmęczenia i czuję się nawet nieźle. Jest cywilizacja, toaleta, póki co wi-fi i kawa w Dunkin Donuts więc chyba przeżyję.

czwartek, 1 kwietnia 2010

jeszcze dzień przed

Dzisiaj wyjeżdżam z domu. Jutro z rana będę jeszcze w Polsce, ale już pod Gorzowem - tam nocujemy z tatą u rodziny. Około południa pewnie stamtąd wyjedziemy w stronę Berlina po drodze w Kostrzynie zgarniając Mateusza. I taką wesołą gromadką wylądujemy na lotnisku Tegel. Przed wyjazdem mam jeszcze do zrobienia odprawę on-line. Jeszcze tego nigdy nie robiłam ale podobno przyspiesza to procedury na lotnisku.

Niby powinnam się nie obawiać - w końcu to już mój trzeci wyjazd do Stanów i raczej jestem dobrej myśli, ale trzeba się będzie zaaklimatyzować a tego mi się nie chce... Będę miała jakąś współlokatorkę bo pokoje w domkach na farmie są podobno dwuosobowe, jacyś ludzie egzotyczni pewnie będą (z listy mailingowej wiem że będzie ktoś z Ukrainy, Brazylii, Rumunii, Argentyny, Hondurasu i paru innych). Myślę, że będzie fajnie ale już bym chciała żeby nagle było po paru tygodniach pobytu, po tym trochę dziwnym okresie aklimatyzacji. No i ja przyjadę jako jedna z ostatnich praktykantek, bo większość jest już na miejscu od marca. Ja też chciałam wcześniej zacząć, ale na początek roku tam nie potrzebują aż tylu ludzi. A tak w ogóle to farma nazywa się Bartlett's Ocean View Farm i jest największa na wyspie. Jeszcze nie wiem dokładnie jaki mają asortyment upraw, ale wiem że uprawiają dużo różnych gatunków i mają swój market, w którym sprzedają swoje produkty plus inne spoza farmy. Do tego jest restauracja, w której można zjeść przygotowane ze swoich świeżych produktów potrawy. Wyspa ma charakter turystyczny, więc myślę że na tych właśnie bogatszych turystów się nastawiają.
Teraz muszę kończyć, bo za parę godzin wyjeżdżamy a ja jeszcze nie do końca spakowana. Jak wyląduję na miejscu to będę już dokładnie wszystko wiedziała, bo w tej chwili to wszystko jest "podobno". Się okaże.