piątek, 2 kwietnia 2010

Boston

Jestem właśnie na lotnisku w Bostonie. Lot się dłużył bo jestem strasznie niewyspana a na pokładzie też się nie za bardzo dało, bo niewygodnie i szum duży od silników. Na pokładzie była nie tylko poduszka i kocyk (co jest typowe na takich lotach), ale nawet opaska na oczy taka do spania i skarpetki (???). Mi zabrakło tylko zatyczek do uszu. Nie ma jeszcze 24. a ja tu muszę posiedzieć do 6. rano. Tu gdzie są siedzonka nie ma gniazdek do prądu (albo ja nie znalazłam), więc komputer będzie mnie bawił tylko dopóki nie padnie. Na szczęście mam jeszcze książki :) Chciałabym zobaczyć miasto, ale to nie dzisiaj
W tej chwili minął mi chyba moment największego zmęczenia i czuję się nawet nieźle. Jest cywilizacja, toaleta, póki co wi-fi i kawa w Dunkin Donuts więc chyba przeżyję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz